Tęsknię. On siedzi dosłownie metr ode mnie , a ja tęsknię. Wiem. Nie jest to normalne. Nie powinno tak być. Po tym, jak się znowu zachował powinnam byc wściekła. A ja się chcę tylko do Niego przytulić. Tak bardzo, bardzo mocno. Wtedy wszystkie te problemy nie mają znaczenia. Z Nim jest bezpiecznie. Z Nim jest dobrze. Niestety nie jest mi to teraz dane. A czuję się potwornie. Wiem, że wydarzy sie coś złego. Nie wiem tylko, co. Jak siebie znam, to jeszcze tej nocy będę Go próbowała udobruchać, a nie powinnam. Muszę być twarda. Muszę? Ale dlaczego? Chcę być delikatną kobietą, o którą dba jej mężczyzna. Czy Pan i Władca kiedyś to w końcu zrozumie? Czy pojmie kiedyś, jak wżne jest dla mnie to, że poprostu jest. Chyba za to Go pokochałam. Za poczucie bezpieczeństwa, jakie mnie ogarniało przy każdym kontakcie z Nim. A może pokochałam Go bez przyczyny, a za to poprostu chciałam z Nim być? Jak ja tęsknię za tym odczuciem. Trudno mi było przyzwyczaić się do tego, że facet tak o mnie dba, że ja nic nie muszę, że ktoś inny podejmuje decyzje, biorąc pod uwagę moje zdanie, ale nie zrzucając na mnie odpowiedzialności. Trudno mi było do tego przywyknąć i w konsekwencji doprowadziłam do tego, że znowu dbac o siebie muszę sama. Pan i Władca pogodził się bowiem z faktem, że jestem samowystarczalna, że wszytko zrobię sama, że wszystkie problemy, również Jego, rozwiążę ja. Tak Mu jest poprostu wygodniej. A On potrafi się wygodnie ustawić. I choć, oddając mu prawiedliwość, muszę przyznać, że potrafi sprostać nawet najtrudniejszym zadaniom, które na Niego spadną, to niestety prawda jest taka, że woli jednak tych obciążeń unikać.
A ja i tak Go kocham. Niestety.
Dlaczego jednym się wszystko w życiu układa, a inni ciągle mają pod górę? Dlaczego nie mogę mieć chociaż jednego spokojnego roku? Wiem. Bo podejmuję złe decyzje. Kiedyś zaprzyjaźniony ksiądz w bardzo prosty i dosadny sposób mi to wyjaśnił.. To był akurat mój kryzysowy dzień pielgrzymkowy. Wszystko mnie bolało, porobiły mi się bąble i jeszcze wpadłam do rowu wylewając tę odrobię ciepłej wody, którą udało mi się zdobyć do mycia. Zaczęłam Mu się wtedy żalić, że mam strasznego pecha. A On na to: "A gdzie masz oczy?". Taka jest niestety prawda. Wszystko mi się wali bo idę na oślep zamiast zwolnić, zastanowić się, przeanalizować. Ciągle kieruję się emocjami zamiat na sucho wszystko kalkulować. Efekt jest taki, że rozpierniczam sobe życie.
No i wyszło na to, że na blogu zamierzam się nad sobą użalać i robić z siebie ofiar losu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz